Zupa Cebulowa

19398851_1457740580950579_385574685_n.jpgCebula sama w sobie nie jest żadnym rarytasem. Warzywo tak popularne, że nigdy nie powinno go zabraknąć w naszej kuchni. Do fanów cebuli nie należę, ale ta zupa skradła moje serce. Raz na jakiś czas pozwalam sobie na tę zupową rozpustę…

Składniki:
– 1,5 l rosołu lub wywaru warzywnego
– 200g serka topionego (najlepszy jest domowej roboty)
– 6 dużych cebul ( aby zupa była jeszcze bardziej delikatna można wybrać cebulę cukrową)
– 2 ziemniaki
– przyprawy (wedle uznania, używam najczęściej ziół toskańskich z Kotany oraz czerwonej papryki, majeranku, soli i pieprzu)
– 2-3 łyżki oleju/oliwy
– 2 łyżki śmietany do zabielenia lub 1 łyżka mąki
– grzanki razowe/ chleb

Mój mąż stwierdził, że pasuje tu także kiełbasa ;).

19415622_1457740894283881_633203680_n.jpg

 

 

Przygotowanie:

Podgrzewamy wywar (rosół/wywar warzywny). Cebule obieramy z łupin, kroimy w pióra. Ziemniaki myjemy, (jeżeli są „stare” to obieramy) kroimy w drobną kostkę. Najpierw na gorącym oleju smażamy cebulę do momentu, aż nabierze pięknego, rumianego koloru. Dodajemy ziemniaki i chwilę prażymy. Dodajemy przyprawy (ich ilość zależy od naszych preferencji). Następnie wrzucamy do gotującego się wywaru. Czekamy, aż ziemniaki stanął się miękkie. Zdejmujemy wszystko z ognia i wrzucamy ser topiony. Wszystko blendujemy. Do zagęszczenia możemy dodać nieco mąki lub śmietany. Podajemy z grzankami/chlebem.

  • Jeżeli dodałeś/dodałaś zbyt dużo wywaru i zupa nie jest gęsta można dodać i zblendować marchewki z rosołu. Zupa nabierze innego koloru i zmieni nieco smak.

Smacznego!

Gdy dziecko daje w kość, czyli o buncie dwulatka

Patrząc na moje dziecko przez tyle miesięcy nie wyobrażałam sobie, by zmieniło się w małego buntownika. Wiele czynności takich jak kąpiel czy mycie zębów nigdy nie stanowiły problemu. Podanie antybiotyku (pierwsza choroba w jego życiu gdy miał półtora roku) kończyło się wymiotami (Zinnat i wszystko jasne) i to był nasz jedyny problem. Mycie rąk po powrocie z dworu, zmiany pieluchy i wyrzucanie jej do koszta były i są czymś normalnym. No przepraszam teraz gdy nocnikuje czasami chce wyrwać mi z rąk nocnik i samodzielnie zawartość wyrzucić do klozetu. Pozwalam mu na wiele rzeczy, nie biegnę na każde zawołanie. Pozwalam mu upaść i podnieść się samemu. Wychodzę z założenia, że nie ma co się telepać jak galareta bo i tak nie uchronię go przed całym złem tego świata…

 Czas bunty

Gdy znajomi opowiadali mnie lub mojemu małżonkowi o tym, jak ciężki jest okres buntu nie mogłam w to uwierzyć. Jak to? Moje dziecko z anioła miało stać się małym diabełkiem? Jak to się nie słucha? Jak mogę ponieść porażkę wychowawczą? Potem wracając do domu ze spotkań zastanawiałam się, co jest grane. Czy rzeczywiście będzie tak ciężko?Stwierdziłam, że nie będę martwić się na zapas. Przed porodem też opowiadali mi to czy tamto kończąc wypowiedź, że już luzu nie będzie. Wszystko to jest związane tak naprawdę z naszą głową i naszym podejściem do sprawy. Mając dwumiesięczne dziecko poszłam na studia dyplomowe, ogarniałam wiele naszych spraw, uczestniczyłam w projektach i warsztatach. Wszystko jest możliwe. Dziecko nie jest przeszkodą a motywacją do działania. 

Nadszedł okres buntu. Inaczej go sobie wyobrażałam i co innego o tym myślałam. Czym jest okres buntu? To ciężki czas nie dla nas, ale dla naszego dziecka. Nie potrafi sobie jeszcze poradzić z emocjami. Nie potrafi powiedzieć, co ma w tej swojej malutkiej głowie. Krzyczy i płacze bo nie potrafi inaczej zakomunikować czegoś, przecież nie zawsze rozumiem jego mowę. „Koooo” oznacza „kocham”, „kot”, „koparka” jeżeli jest ku temu jakieś przesłanie. Czasami woła „kooo”, ale po prostu nie wiem o co chodzi… Człowiek uczy się całe życie i rodzicielstwo to jeden z tych „kierunków”, które trwają do końca naszego życia.

 Zachowanie buntownika

Jak wygląda u nas bunt? To zwykłe wymuszanie? Nie do końca. Często jest tak, że nasz syn sam nie wie czego chce. Zostawiam go babci, radośnie biegnie do niej machając mi rączką na do widzenia, krzycząc „pa pa”… za chwilę widzi, że wychodzę zaczyna się wielki szloch za mną. Mija chwila a ja już nie istnieje bo jest babcia ;). Bywa, że nie chce jeść obiadu a  krzyczy „am am am, mama am”. Woła pić a chce jeść (rozróżnia). Na krzyku się nie kończy. Bywa, że wpada w płacz i zwija się w kłębek a po chwili wraca mój dawny grzeczny syn.

Jak sobie poradzić? Zmień nastawienie.

Przede wszystkim spójrz na sytuację pod innym kątem. Spójrz z perspektywy dziecka. To ono ma gorszy czas, nie robi niczego na złość bo jeszcze nawet nie ma zielonego pojęcia o tym. Wiem, nie odkrywam Ameryki, ale liczy się spokój. Rozmawiaj z dzieckiem. Ten mały człowiek już jest w stanie wiele zrozumieć. Czasami trzeba powtórzyć dziesięć razy, ale zasiane ziarno wreszcie da plon. Nie reaguj za każdym razem, daj się wypłakać. Każdy ma czasami zły dzień. Zajmij dziecko czymś innym. Proponuj inne zabawki, weź książkę i poczytaj dziecku. Właśnie w tym momencie ono potrzebuje Twojej uwagi bardziej niż Ci się wydaje. Podnieść ton głosu czasami trzeba, ale nie krzycz i nie bij dziecka bo to nie jest wyjście.Ono nie rozumie swojego zachowania, swoich uczuć.  Wiem, czasami nerwy puszczają. Co wtedy robię? Wychodzę na chwilę z pomieszczenia. Biorę głęboki wdech i wydech i wracam. Jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci. To my tworzymy teraz pewne relacje i szereg zachowań jakie dziecko od nas przejmie. 

Byliśmy dziś na spacerze. Moje dzieck o uparło się, że chce zerwać pokrzywę. Tłumaczenie, że będzie bolało i szczypało na nic się zdało. Złapał, poznał to uczucie. Skomentowałam, że nie słuchał mnie tak jak żabka mamy nie posłuchała w jednej z piosenek mu znanych. Nie krzyczałam, bo co to by dało? Popatrzmy na siebie. Ile razy nie posluchalismy mamy czy taty choć mieli racje? Bunt tkwi w każdym z nas. Nie sztuką jest zamknąć dziecko w klatce czy użyć przemocy. Prawdziwe rodzicielstwo to miłość bez względu na to jakie jest nasze dziecko. Skoro nasi rodzice potrafili poradzić sobie z nami to my także jesteśmy w stanie to przetrwać :).

 

Małe i duże marzenia

Nie znam osoby, która nie miałaby marzeń. Jedni pragną spotkać miłość swojego życia, drudzy wspiąć się na szczyt popularności. Jeszcze inni marzą o dziecku czy budowie domu, kupnie mieszkania czy super samochodu. Wiele energii i czasu poświęcamy na osiąganie swoich marzeń. Mamy duże i małe marzenia. Pędząc ku nim często zapominamy o tym, co mamy, wiecznie narzekamy zamiast dostrzec w danej sytuacji pozytyw. Miałam swego czasu rozmowę ze znajomą, która narzekała na przeciągającą się budowę domu (zajęło im to zaledwie 4 lata z możliwie niskim kredytem). Odpowiedziałam jej wtedy: co to jest rok w jedną czy drugą stronę w perspektywnie mieszkania tam przez najbliższe 50lat? Uwielbiamy narzekać… nie doceniamy tego, co mamy. Wiele osób może tylko pomarzyć o własnych czterech ścianach…

Powiedz szczerze ile razy drogi czytelniku poczułeś to charakterystyczne kłucie w sercu gdy ktoś spełniał marzenie tak podobne do Twojego? Ile razy pomimo radości ze szczęścia bliskich osób było Ci przykro, że Twoje życie wygląda nieco inaczej? Każdy z nas zna to uczucie. Nie chodzi tutaj o typową zazdrość, a właściwie uczucie niemocy. Nie podam Ci idealnego przepisu na osiągnięcie swoich celów. Nie powiem Ci jak sprawić by mieć kupę pieniędzy, ale podpowiem, co zmienić by Twoje spojrzenie zmieniło się na pozytywne. Nikt nie lubi wiecznie smutnych ludzi z pretensjami choćby do chmur, że leje z nich deszcz kolejny dzień z rzędu…

Małe szczęścia

Przede wszystkim rozejrzyj sie wokół siebie i zajrzyj w siebie. Pomyśl, co sprawia Ci przyjemność i… rób to częściej. Lubisz biegać? Biegaj. Lubisz rysować? Rysuj. Lubisz uczyć się czegoś nowego? Poszukaj kursów, warsztatów, które wyniosą coś do Twojego życia. Chcesz dzielić się swoją pasją z innymi? Poszukaj ludzi, którzy mają takie same zainteresowania. Aktywnie wykorzystuj czas wolny. Od narzekania, marudzenia i siedzenia na kanapie jeszcze nikt nie umarł, ale i nic nikt  nie zyskał. Poszukaj jakiegoś hobby. Jest tyle możliwości!!!

Gdy jest Ci źle

Tak, znam bardzo dobrze to uczucie, gdy jest strasznie źle z emocjami i uczuciami. Są takie dni, że człowiek zakopałby się pod kołdrę i stamtąd nie wychodził. Najchętniej przespało by się cały dzień lub nawet miesiąc czy rok. No nie tędy droga. Chyba, że do depresji. Chcesz płakać? Płacz. Chcesz krzyczeć? Krzycz. Duszenie emocji w sobie nie jest niczym dobrym, ale postaraj się wtedy całą negatywną energię skierować w inną stronę. Zadzwoń do przyjaciela, mamy, siostry, brata. Do kogokolwiek. Porozmawiaj i zajmij myśli czymś innym. Nie chcesz? Zabierz się za coś co lubisz. Zrób coś dla siebie. Nowa fryzura? Wyjście do kina? Może po prostu zwykły spacer by przewietrzyć swoje myśli! Powspominaj zabawne sytuacje ze swojego życia. Momemty, do których lubisz wracać i… Pomyśl ile jeszcze takich chwil przed Tobą. Ten czas, który spędziłbyś na koczowaniu pod kołdrą nic pożytecznego nie wniósł by do Twojego życia. Głowa do góry. Nikt nie jest z kamienia. Nawet najwięksi twardziele mają chwile słabości.

Doceń to, co masz

Spojrz na siebie. Nie masz dużo pieniędzy? Co masz zatem? Nikt nie ma wszystkiego. Nie istnieją ludzie idealni i świat nigdy idealny nie będzie. Mam rodzinę, ale nie mam kasy. Mam pieniądze, ale nie mam zdrowia. Każdy człowiek ma jakiś brak nawet jeśli skrzętnie to ukrywa. Doceniaj, że jesteś zdrowy, że masz rodzinę, przyjaciół i bliskich lub robisz, to co kochasz bo nie kazdemu jest to dane. Uzbroj się w cierpliwość. „Gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno”- na wiele rzeczy trzeba pocZekać, ale przecież warto. Te wszystkie foty na Instagramie, udawanie idealnego życia – to tylko fikcja, którą tworzy cZłowiek. Często robi to by stać się popularnym czy lecZyć jakieś swoje kompleksy.

Inspiruj się innymi, ale nie kopiuj ich

Wiele osób przesiaduje godzinami na Youtube i obserwuje Daily vlogi ludzi, którzy mają tysiące subskrybentów. Wiele z nich próbuje stać się kopiami tych osób lub… po prostu siedzą i marnują czas na oglądanie tego, narzekanie. Zamiast tkwić w internetowym świecie rusz tyłek i zrób coś by Twoje życie nie było monotonne i smutne!

Nie płacz, że inni mają lepiej od Ciebie

Kilka lat temu bliska mi osoba wypowiedziała pewne zdanie, które zmieniło moje podejście do wielu spraw. Leciało to mniej więcej tak: To, że coś jest dobre dla mnie nie znaczy, że jest także dla Ciebie. Nie jest istotne w tym momencie to, do czego odnosiła się tamta rozmowa. To, że ktoś ma wyższe stanowisko w pracy nie znaczy, że Ty będąc na jej miejscu miałbyś sielankę. Wiele osiągnięć innych ludzi jest obkupionych bólem, potem i morzem łez, a na pozór prosta praca może wydać się trudna. To tak jak z ćwiczeniami. Niby z boku super proste a gdy przejdziemy do praktyki mamy problem z powtórzeniem ćwiczenia zaledwie 10 razy. Uwierz w siebie i swoje możliwości. Jeżeli ktoś coś dostał fartem to pamiętaj, że zawsze szczęścia się nie ma. Nikomu nie życz źle bo karma wraca.

Nie chwal się wszystkim i nie narzekaj jak jest Ci źle na Facebooku czy innym portalu społecznościowym

To jedne z tych zachowań ludzkich, które potrafią doprowadzić mnie do śmiechu bądź złości. Jezeli chodzi o Twoje porażki czy słabości to… nie warto ich ujawniać. Po co ludzie, którzy Cię nie lubią mają o tym wiedzieć? Nawet jeżeli myślisz sobie, że wśród tych wszystkich facebookowych znajomych nie ma osoby, która Cię nie lubi to jesteś w błędzie. Zawsze taki ktoś się znajdzie. Poza tym ciągłe robienie z siebie ofiary i poszkodowanego nie zmieni nic w Twoim życiu, a ludzie prędzej czy później to zauważą i nie będzie to budzić nawet współczucia. Jeżeli chodzi o chwalenie się… no czasami nie mogę opanować śmiechu. Co to kogo obchodzi jak wygląda Twoje nowe mieszkanie? Chcesz się nim pochwalić? Zaproś znajomych do siebie. Lepiej się rozmawia twarzą w twarz. Buduj prawdziwe relacje międzyludzkie, a nie zbieraj wirtualne lajki. Chwalipięt i nowobogackich nikt nie lubi. Nawet oni siebie nawzajem.

Obudź się! Myśl pozytywnie. Jesteś silną osobą. Bierz się do roboty o walcz o swoje życie.

Placki bananowe 


Są takie ponure i deszczowej dni jak dziś, gdy nie mam ochoty na żadne kanapki czy pasty na śniadanie. Zerkam wtedy do spiżarki i wymyślam, co mogę upichcić. Dziś przygotowałam placki bananowe z dodatkami.

Składniki:

– 1,5 szklanki mąki

– 2 jajka

– 2 dojrzałe banany

– 2 łyżki stołowe otrębów żytnich

– 2 łyżki płatków jaglanych błyskawicznych

– 0,5 mleka roślinnego/ zwierzęcego

– szczypta soli

– szczypta cynamonu

– cukier ( ilość według uznania)

– olej roślinny do smażenia

Sypkie skladniki łączymy ze sobą. Następnie dodajemy mokre. Wszystko ze sobą dokładnie mieszamy do uzyskania w miarę jednolitej masy. Rozgrzewamy patelnię z 2 łyżkami oleju. Smażymy z obu strony do momentu uzyskania złocistego koloru. 

Do placków można dodać także bakalie lub na przykład kardamon. Posypać cukrem pudrem.

Smacznego 😻

Bezpieczeństwo dziecka na pierwszym miejscu

Życie jest bardzo kruche. Dopiero w momentach zagrożenia zauważamy, że nie należy tak biec… Warto zdać sobie sprawę z wartości czasu jaki jest nam dany. Ile go mamy? Nikt tego nie wie. Często słyszę, że jestem nadwrażliwa – cóż, zawsze taka byłam, taką mam naturę. Czy nadopiekuńcza? Raczej nie. Pozwalam przewrócić się dziecku, aby samo stanęło na nogi. Pozwalam aby samo uczyło się wielu rzeczy, nie narzucam schematów. Nie uchronię dziecka przed całym złem tego świata, ale póki mogę je chronić będę to robić. Ciąża była początkiem przygody jaką jest macierzyństwo. Nie była książkowa, nie była łatwa. Życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej… Cieszę się, że jest tak jak być powinno.  Pierwsze wspólne dni były bardzo trudne. Nigdy nie zapomnę strachu o moje dziecko i uczucia niemocy. Więź między matką a dzieckiem jest tak silna, że… nie da się porównać jej do czegokolwiek. Dopóki człowiek nie zostanie rodzicem nie zrozumie tego. Wyobrażenia kontra rzeczywistość, wiadomo co wygrywa. 

Moja intuicja kolejny raz mnie nie zawiodła. Wsiedliśmy do samochodu, a w mojej głowie pojawiła się myśl, że to nie jest dobry dzień na jazdę… Obleciał mnie strach a w głowie przeleciał film jakby ktoś uderzał w tył naszego samochodu (kto mnie zna, wie o co chodzi…). Złapałam telefon do ręki. Chciałam, aby mąż o tym wiedział. Nie jestem kierowcą i chyba szybko nim nie zostanę, ponieważ od poprzedniego wypadku (skasowany samochód, mój uraz kręgosłupa) mam poczucie lęku. Minął ponad rok od tamtego zdarzenia, ale wciąż mam gdzieś to w tyle głowy… i oczywiście czuję to w kościach. Cieszyłam się, że nie jechało wtedy z nami nasze kilkumiesięczne dziecko. Dziś jechaliśmy przepisowo. Wszystko było w porządku. To, że my uważamy na drodze nie znaczy, że inni kierowcy też będą… Zasada ograniczonego zaufania. Wiecie co mam na myśli? Nigdy nie można ufać innemu kierowcy. Warto zachowywać odstęp, jechać z odpowiednią prędkością. Nasz kierowca powoli zahamował. Auto troszkę ślizgnęło do przodu (mokra nawierzchnia). Zatrzymaliśmy się. Po chwili nastąpiło uderzenie. Rozpędzony samochód uderzył w nasz tylny zderzak. Pierwsza moja myśl to bezpieczeństwo dziecka. Nie była to bardzo duża siła, ale porządnie nami szarpnęło. W głowie odtworzył mi się poprzedni wypadek i wszystkie moje problemy zdrowotne, które mam do dziś. Zadzwoniliśmy po karetkę. Lepiej być nadopiekuńczym niż obojętnym. Nawet lekkie szarpnięcie może spowodować niewidoczny uraz w ciele małego dziecka. Sama poczułam ból w kręgosłupie, ale bezpieczeńswo i zdrowie dziecka było na pierwszym miejscu. W szpitalu zbadali malca. Póki co nic nie wskazuje na jakikolwiek uraz, ale musi być pod naszą obserwacją. Gdyby coś się działo natychmiast wrócimy na sor. Kolejny raz nasz anioł stróż był przy nas. Kolejny raz czułam, że ON jest przy nas. Nawet jeśli myślisz, że Bóg nie jest przy Tobie bo tego nie czujesz to pamiętaj, że on wciąż czuwa. Zawsze.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że w takich przypadkach należy powiadomić pogotowie oraz policję, a nie „dogadywać się” i spisywać umowę. Dlaczego? Pal licho jakieś punkty czy zamieszanie. Tak trzeba. Gdyby któremuś z uczestników zdarzenia coś się stało trudno by było dociec, czy to aby napewno skutki tego wypadku. Druga sprawa to bezpieczeństwo dziecka. To, że my nie odczujemy bólu nie znaczy, że mały organizm dziecka tak samo będzie reagował.  Zawsze nawet przy lekkiej stłuczce należy sprawdzić jak zachowuje się dziecko, jaki jest jego stan zdrowia. W domu sami możemy nie zauważyć obrażeń wewnętrznych. Nie bagatelizujcie tego. Zawsze dbajcie o bezpieczeństwo dziecka.

Zdrowa alternatywa dla słodyczy

Chciałam dziś dodać kolejny wpis związany z plastyką, ale… chęć na coś słodkiego była silniejsza i męczyła mnie od rana. Podjęłam próbę detoksu cukrowego (chcę zrezygnować stopniowo z cukru w mojej diecie), co wcale nie jest takie proste… Postanowilam, że zamiast typowych słodyczy zrobię coś, co będzie zdrowe i smaczne. Tak oto pierwszy raz powstały moje batoniki. Inspiracją był przepis na batony musli ze Skutecznie.tv, ale zmodyfikowałam go na własne potrzeby. Przeważnie wszystko robię „na oko” i tak też było tym razem. Przejdźmy zatem do przepisu.

 Składniki:

– płatki owsiane (2,5 szklanki)

– otręby (w formie mielonej)

– żurawina

– rodzynki

– cynamon/ imbir

– dowolne ziarna ( np. sezam, słonecznik, mak)

– dowolne orzechy

– 2 jajka

-2 łyżki płynnego miodu

– 2 łyżki oleju roślinnego

Bazą batonów są zawsze płatki owsiane najlepiej górskie, ale nie błyskawiczne. Proporcji części składników nie podaję, ponieważ każdy wedle uznania moze dać ich więcej bądź mniej. Bakalie należy nieco zblendować (nie może to być typowa miazga bo zrobimy wtedy pastę, chodzi   o drobne kawałki). Wszystkie skladniki suche łączymy ze sobą w misce. Następnie dorzucamy mokre. Utworzona masa powinna być lepka. Jeżeli jest zbyt wilgotna dodajemy otrąb. Jeżeli jest zbyt sucha to miodu. Zostawiamy na chwilę aby płatki nieco naciągnęły.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celcjusza. Blaszkę średniej wielkości wykladamy papierem do pieczenia. Przekładamy masę w taki sposób, aby była rozprowadzona równomiernie na całej powierzchni. Grubość batonów zależy od naszych preferencji. Polecam 1,5-2cm. Piec w piekarniku należy przez 20 minut sprawdzając co jakiś czas czy masa nie zapiekła się zbyt mocno. Gdy nasze „ciasto” jest już gotowe wyjmujemy je z pieca i pozostawiamy do wystudzenia. Po upływie kilkudziesięciu minut dowolnie kroimy „ciasto” na małe kawałki. 

Życzę smacznego! 🙂

Ciastka na szybko / reanimacja suchego ciasta

Smak tych ciastek pamiętam dokładnie, choć upłynęło już ponad 10 lat… Sięgam pamięcią do czasów kiedy to idąc z koleżanką do szkoły zachodziłyśmy po drodze do piekarni ( Aniu może to czytasz, mam nadzieję, że przypomnisz sobie tamte stare dzieje 😉 ). Jedno ciastko tak zamulało, że przez cały dzień byłam najedzona. Niestety piekarnia upadła i nigdy więcej nie miałam okazji zjeść tej przekąski. Z biegiem lat zapomniałam nawet jaką nosi nazwę. Wczoraj zrobiłam pierwszą porcję bajaderek – tak, przypomniałam sobie nazwę i dzięki temu wyszukałam przepis! Oczywiście jak tylko mąż wrócił z pracy zniknęły wszystkie ;), dlatego dzisiaj zrobiłam je jeszcze raz. To bardzo prosty przepis. Możemy wykorzystać zeschnięte ciasto bez kremu lub biszkopty :).

Składniki:

IMG_0711.JPG
Tabliczka czekolady, łyżka/2 łyżki margaryny bądź masła
IMG_0712.JPG
Powidła domowej roboty, bakalie (tutaj żurawina), kakao
IMG_0713.JPG
Wiórki kokosowe
IMG_0714.JPG
Biszkopty lub podeschnięte ciasto

Nie podałam proporcji, ponieważ za każdym razem wychodzą inne. Wszystko zależy od wilgotności ciasta. Najlepiej wychodzi „na oko”. Zawsze można dodać jakiś składnik :).

Krok 1

Namaczamy nasze bakalie choć powiem szczerze, że nie jest to konieczne. Można użyć do tego mocnej herbaty, syropu bądź alkoholu jeżeli to wersja dla dorosłych.

IMG_0722.JPG

Krok 2

Rozpuszczamy tłuszcz w rondelku, zdejmujemy z ognia i dodajemy do niego czekoladę aby się rozpuściła. Mieszamy aż do uzyskania jednolitej masy.

img_0717

img_0718

img_0719

img_0720

Krok 3

Rozkruszamy ciasto bądź biszkopty. Możemy rozdrobnić za pomocą tłuczka do ziemniaków.

IMG_0716.JPG

Krok 4

Odcedzamy bakalie. Możemy je pokroić na drobno, ale nie jest to konieczne. Dodajemy wszystkie składniki i mieszamy aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Jeżeli jest zbyt sypka dodajemy powideł, jeżeli za mokra to dosypujemy kakao bądź ciasta/biszkoptów. Najlepiej próbować w trakcie pracy czy ciasto ma odpowiedni smak.

IMG_0727.JPG

IMG_0728.JPG

IMG_0729.JPG

Krok 5

Formujemy kulki.

IMG_0733.JPG

Krok 6

Obtaczamy kulki w wiórkach kokosowych lub kakao (są też zwolennicy orzeszków drobno zmielonych)

IMG_0734.JPG

Krok 7

Wstawiamy do lodówki na minimum 30minut.

IMG_0738.JPG

Smacznego!:)